9/20/2013

1. "It's all about the girl; In my Mind, That I'll meet one day..."




***Dziewczyna zjadła już śniadanie i Rocky wyszedł z pokoju żeby mogła się ubrać (choć znając życie i tak podglądał) Gdy już wyszła chwycił ją za rękę i zaprowadził do samochodu
-Gotowa? –spytał z uśmiechem
-Nie wiem na co, ale chyba tak –odparła niepewnie
 Chłopak zadziornie się uśmiechnął po czym ruszył. Pojechali na lotnisko, a następnie wsiedli do prywatnego samolotu. Lecieli nad miastami i oceanami, aż w końcu wylądowali. Okazało się, że są na małej wysepce, gdzie nie ma nikogo oprócz nich. Co on zaplanował? Dziewczyna nie miała zielonego pojęcia. Brunet rozerwał swoją koszulkę i zawiązał nią towarzyszce  oczy, złapał ją z w talii, a potem wprowadził w gęste krzaki rosnące na wyspie. Prawdę mówiąc była lekko przestraszona. Nie to, że mu nie ufała, jednak pierwszy raz gdzieś ją wywiózł. I to na bezludną wyspę. Szła jednak posłusznie. Nagle przystanęli. Chłopak zdjął jej swoją koszulkę z oczu. Ku ich oczom ukazał się spory budynek
- Rocky co to? O co z tym chodzi? –spytała zdziwiona***
 


W domu przy Mayall Street, 2 października, zadzwonił budzik. 17-stoletnia Susanne Coben, niechętnie wygramoliła się z łóżka i wyłączyła go zerkając na godzinę. - Ehh, 7 -westchnęła do siebie. Dziś był jej pierwszy dzień na uczelni. Nie miało być zajęć, ale miał to być dzień zapoznawczy. Dziewczyna zajrzała do szafy i zaczęła przeglądać ubrania. Chciała znaleźć coś odpowiedniego na pierwszy dzień w nowej szkole. Jej wzrok zatrzymał się na niedawno kupionej białej sukience. Uznała, że będzie ona odpowiednia. Zdjęła ją z wieszaka, po czym udała się do łazienki. Po około 30 minutach wyszła ubrana w sukienkę. Miała również na sobie delikatny makijaż, a dokładniej przejechała jedynie rzęsy tuszem oraz usta błyszczykiem. Udała się do korytarza. Założyła czarne buty na koturnie, wzięła w rękę torbę i opuściła mieszkanie. Spokojnie przemierzała Lassen Street w Los Angeles, gdy nagle przód jej sukienki stał się mokry i pomarańczowy.
-Ty idioto! To moja nowa sukienka! -Wykrzyknęła zdenerwowana.
 ***
Ulicą przymierzał wysoki, dobrze zbudowany no oko osiemnastoletni brunet. Miał na sobie krótki rękawek, krótkie spodenki oraz zielone trampki. Na nosie miał okulary słoneczne. Był w trakcie spożywania soku pomarańczowego, gdy nagle się odwrócił w stronę ulicy, ponieważ usłyszał znajomą mu piosenkę. Zanim się obejrzał jego sok był na sukience nieznajomej dziewczyny.
-Tak strasznie cię przepraszam... Nie patrzyłem gdzie idę... Co z tego, że nowa. Biała jest nudna, a teraz ją ożywiłem. Będziesz oryginalna -powiedział brunet z entuzjazmem
-Czy ty sobie ze mnie jaja robisz? Dziś jest mój pierwszy dzień na uczelni i mam iść z wielką, pomarańczową plamą, tak? Na pewno świetną sobie wyrobie opinię -powiedział zdenerwowana dziewczyna.
-Mieszkam tu niedaleko. Możemy do mnie iść. Wypiorę ci sukienkę, a do ubrania pożyczę ci coś od siostry. Na pewno nie będzie miała nic przeciwko.
-O nie. Co to, to nie. Nie pójdę z jakimś nieznajomym do jego domu. Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś gwałcicielem, czy coś w tym stylu?
-Tak więc jestem Rocky. Już nie jestem nieznajomym. - uśmiechnął się, po czym dodał dwukrotnie unosząc brwi. - A poza tym gwałciciele to przeważnie jakieś stare dziady, a nie seksowni nastolatkowe jak ja.
 - I na pewno też nie mają zawyżonej samooceny skoro gwałcą ludzi. Muszę iść, cześć. - powiedziała sucho, po czym chciała ruszyć przed siebie, jednak brunet jej na to nie pozwolił.
- Przecież nie możesz sobie wyrobić złej opinii na uczelni. Chodź do mnie. Przebierzesz się, a potem cię zawiozę. - uśmiechnął się.
- A potem zgwałcisz i wyrzucisz do rowu? Nie dzięki.
- No daj już spokój i mi zaufaj -powiedział spoglądając dziewczynie w oczy.
- Ugh! No dobra -powiedziała sucho, po czym razem z Rocky'm ruszyła do jego domu. Podczas drogi do domu Rocky próbował zagadywać dziewczynę. Opowiadał jej różne dowcipy... Ta jednak ani razu się nie odezwała, ani nawet się nie uśmiechnęła. W końcu stanęli przed domem. Blondynka zaczęła się rozglądać. Budynek z zewnątrz wyglądał na dość duży. Był porównywalny do jej rodzinnego domu w Bostonie. Weszli do środka. Panował tam lekki nieład. Wszędzie porozstawiane były instrumenty oraz porozrzucane jakieś magazyny, śmieci, czy nawet ubrania.
-Wybacz za bałagan... Rodzice wyjechali na kilka dni także ten... To może od razu zaprowadzę cię do siostry... – powiedział, ale dziewczyna dalej rozglądała się po domu. – Eee… Tak w ogóle to jak ty masz na imię?
- Susanne - odparła sucho.
- Czyli jednak umiesz jeszcze mówić! Myślałam, że zapomniałaś po tym jak na mnie nawrzeszczałaś... Ym, to trochę długie imię. Mogę nazywać cię jakoś inaczej?
- Susy. -odparła niepewnie
-Dobrze... Więc, Susy... Chodź poznać moją siostrę. Ma na imię Rydel i jest moją jedyną siostrą.
Nastolatka nie odpowiedziała, jedynie ruszyła po schodach na górę. Chłopak westchnął i zaprowadził ją do pokoju siostry.
- Delly, mogę wejść? - spytał uchylając drzwi.
- Pewnie. Coś się stało? -zapytała blondynka odsuwając się od laptopa.
- Nie nie... Chciałem ci tylko przedstawić moją nową koleżankę... Która potrzebuje ciuchów -uśmiechnął się niewinnie. - Susy, chodź tu.
Dziewczyna niepewnie weszła.
-Hej. Jestem Rydel. - przywitała ją z uśmiechem starsza. - Miło mi cię poznać.
-Jestem Susanne. Mi też miło - uśmiechnęła się niepewnie.
- Ehh... Co ten mój brat ci zrobił z tą śliczną sukienką - westchnęła Rydel spoglądając na strój Susy, po czym wstała, zaczęła grzebać w szafie i dodała z uśmiechem. - No nic. Zaraz ci coś pożyczę.
Po chwili wyciągnęła z niej białą sukienkę w różowe róże.
-Co powiesz o tej?
-Jest śliczna. - odparła Susy - Naprawdę mogę ją pożyczyć?
- Oczywiście. W końcu na pewno się jeszcze zobaczymy -uśmiechnęła się podając dziewczynie sukienkę.
- Dziękuję ci bardzo. A gdzie bym mogła się przebrać?
-Rocky pokaże ci łazienkę.
- Chodźmy. - powiedział brunet przyjaźnie się uśmiechając.
Zaprowadził dziewczynę do łazienki. Ta szybko się przebrała i po chwili zeszła na dół do chłopaka. Dała mu brudną sukienkę.
- Czemu mi ją dajesz? - spytał zdziwiony
- Bo mówiłeś coś o wypraniu jej.
- Ach no tak! Już się za to zabieram. A ty możesz sobie usiąść przy blacie. Chcesz coś do picia, jedzenia?
-Nie, dzięki. Mam nadzieję, że szybko się uporasz, bo mam tylko pół godziny na znalezienie się w szkole.
- No oczywiście, że się uwinę. Jestem specjalistą w robieniu prania. - powiedział wkładając sukienkę do zlewu i zalewając ją wodą.
Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia co robić. Zawsze pranie robiła mama. Wziął gąbkę i płyn do mycia naczyń. Nalał trochę płynu na sukienkę, po czym zaczął rozcierać go gąbką. Widząc jednak, że czynność ta nic nie daje zaczął grzebać w szafkach w poszukiwaniu jakichś produktów do czyszczenia ubrań.
- Ty nie masz pojęcia jak to wyczyścić, prawda? - odezwała się nagle Susanne.
- Prawda. - odparł pod nosem dalej przeszukując szafki w kuchni.
W końcu wziął sukienkę i ruszył z nią do pralki. Na urządzeniu stało pełno proszków, płynów oraz inne produkty do wykonywania prania. Otworzył pralkę, włożył do niej sukienkę, a następnie wsypał na nią proszku do prania i wlał na nią wszystkie możliwe produkty.
- Ale ty wiesz, że tego się nie wlewa tak po prostu do pralki, tylko musisz otworzyć specjalną "szufladkę" gdzie się to wszystko wrzuca?
-Oczywiście, że wiem. Ja po prostu chcę... Dodać mocy tej pralce. Podwójna porcja tych płynów załatwi sprawę -mówił próbując udawać mądrego.
Otworzył ową szufladkę i napakował do niej te same produkty. Następnie pokręcił chwilę pokrętłami i uruchomił pralkę. Dumny ze swojej roboty usiadł koło dziewczyny.
-Mówiłem, że znam się na rzeczy -powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
-A ta pralka to zawsze tak przecieka? -spytała.
Mina chłopaka diametralnie się zmieniła. Odwrócił się przodem do pralki. Zdenerwowany wstał, wziął tłuczek do mięsa, odłączył pralkę z kontaktu i zaczął w nią uderzać. Ta w końcu przestała cieknąć, zostawiając całą podłogę zalaną oraz mokrego bruneta. Ten otworzył urządzenie, wyciągnął sukienkę i bez żadnej energii w sobie powiedział
- No. Przynajmniej się wyparło - po czym poszedł na taras i wywiesił sukienkę.
- A teraz chodź, zawiozę cię.
- Jesteś mokry - zaśmiała się dziewczyna.
- Mhmm. - odparł zmarnowany.
-Wiesz co? To dzień zapoznawczy. Mogę ci pomóc posprzątać po tej "awarii". – mówiła, nie przestając się uśmiechać.
- Poważnie? - spytał z entuzjazmem.
-Tak, ale musisz mi skołować gorsze ciuchy, bo nie chcę ubrudzić sukienki twojej siostry. A z tobą wszystko jest możliwe.
- Dobra, zaraz coś skołuję -powiedział mrugając do dziewczyny, po czym pobiegł na górę do swojego pokoju.

Hej! Pierwszy post dodaję ja, Gosia :D mnie może już część z Was kojarzy, ponieważ prowadzę tego bloga thatsmyconfession.blogspot.com na którego serdecznie zapraszam i ten blog nie oznacza, że z nim kończę ;) następny rozdział się pojawi jak tylko go skończę :) ale wróćmy do tego co dzieje się tutaj. Otóż będzie to opowiadanie trochę różniące się od innych. Po pierwsze głównym bohaterem będzie Rocky, a nie Ross jak w wielu przypadkach, ale CAŁE R5 BĘDZIE BRAŁO W NIM UDZIAŁ. Po drugie często będą przeskoki o kilka dni, miesięcy, a po jakimś czasie nawet o kilka lat ;) tak, to oznacza, że przeniesiemy się do ich dorosłości, czego chyba jeszcze nie było ;) dobra, teraz kilka słów o osobie, z którą współpiszę. jest to Iga, ma tyle lat co ja i właściwie zawsze będziemy miały tyle samo, bo śmiesznie się złożyły, że urodziłyśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku... w tym samym szpitalu xD a pomysł na opowiadanie wpadł przypadkiem... a zaczęło się od "wyobraź sobie" i oto jesteśmy :D rozdziały będziemy starały się dodawać regularnie, powiedzmy co tydzień w piątek i jest to możliwe, ponieważ pierw napisałyśmy kilka... kilkanaście rozdziałów na przód ;) nie wiem co tu jeszcze napisać... mamy nadzieję, że zainteresuje Was nasze opowiadanie, będziecie zaglądać regularnie i dodawać komentarze, które bardzo, ale to bardzo zachęcają do pisania. Piszcie jak pierwszy rozdział ;)
~Gosia

6 komentarzy:

  1. Rozdział trochę krótki, a nagłówek - paint, widać ;D
    A jeśli chodzi o to, że bohaterem jest Rocky, to nic innego... Gdyby to był Ellington lub Ryland byłoby inaczej, ale nie Rocky... No nic, powodzenia w pisaniu. ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nagłówek to nie paint (y)

      Usuń
    2. A niech sie będzie nawet GIMP, co cię to obchodzi, Anonimku ? :)

      Usuń
  2. Super blog! Na pewno będę go czytać! Czekam na next! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie jakiś blog gdzie głównym bohaterem nie jest Ross!
    Rozdział naprawdę mi się spodobał, więc stwierdzam iż będę czytać waszego bloga ;D
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo :) Kolejny rozdział powinien pojawić się w piątek :)

      Usuń