10/20/2013

5."Who is your lover? I couldn't tell; When hell freezes over, that's when I'll tell"



…nagle usłyszeli jakby krzyk.
 -Matko! Co tu się wydarzyło? -Wykrzyknęła przerażona Stormie. Para natychmiast się od siebie oderwała.
-To ja może już pójdę -powiedziała lekko przestraszona dziewczyna, po czym zaskoczyła z blatu zostawiając ręcznik -do widzenia -uśmiechnęła się do kobiety, po czym wybiegła z domu.
Chłopak chciał ruszyć za nią, jednakże mama zatrzymała go w progu
-Ciebie coś chyba czeka -powiedziała wskazując na kuchnię -ale najpierw idź się przebierz -poklepała go po ramieniu -a potem do niej zadzwoń, a potem tu przyjdź -dodała kobieta z uśmiechem.
Powinna być szalenie zła na syna, jednak nie umiała. Wielką radość sprawiał jej fakt, że syn wreszcie znalazł sobie towarzyszkę. Poza tym bardzo ją polubiła. Spojrzała jeszcze raz na kuchnię, po czym westchnęła i ruszyła na górę.
~~~~~~~~~~~~~
Dziewczyna podążała morka i zmarznięta jedną z ulic. Na jej twarzy jednak wciąż widniał szeroki uśmiech. Pomyślała o wszystkim, co wydarzyło się między nią a Rocky'm tego dnia. Podczas niektórych wspomnień przygryzała dolną wargę. Gdy dotarła pod dom uświadomiła sobie jednak, że zostawiła u Lynch'ów torebkę, w której miała wszystko, łącznie z telefonem i kluczami. Było jej zbyt zimno, żeby wracać po nie. Siadła przed domem i zaczęła rozmyślać co robić.
 ____________________
-Mamo... Bo jest taka sprawa -zaczął chłopak podchodząc do Stormie
-Nie synku, ty to musisz posprzątać
-Nie o to chodzi... Choć o to w sumie też... Ale głównie o to, że Susy zapomniała torebki i ma tam telefon i klucze -powiedział niepewnie
-Rocky, grzebałeś jej w torebce? -Spytała zdziwiona
-Niee, w życiu. Po prostu zadzwoniłem do niej tak jak mówiłaś, a tu torebka zaczęła dzwonić i zajrzałem
-Idź poproś tatę o kluczyki i podjedź do niej -uśmiechnęła się kobieta
-Dzięki mamo -przytulił ją, po czym pobiegł do auta.
Po około 15 minutach był pod domem Susy. Zastał ją zmarzniętą, siedzącą na schodku. Szybko wysiadł, po czym otworzył drzwi, pomógł jej wstać i mocno ją przytulił.
-Dzięki, kochany jesteś -uśmiechnęła się do niego
-Nie ma za co -odparł -a teraz wybacz, ale w sumie to muszę lecieć
-Czemu? -Lekko posmutniała
-Bo obiecałem mamie posprzątać kuchnię
-Kurczę, zapomniałam o kuchni –westchnęła
-Nie przejmuj się, to i tak była moja wina -uśmiechnął się, a dziewczyna się zaśmiała -a w ramach rekompensaty... Ty, ja, kino, piątek. Odmowa nie wchodzi w grę. Będę o 7 -dodał, po czym mrugnął z zadziornym uśmieszkiem i wyszedł.
Susy po raz pierwszy poczuła motylki w brzuchu i oparła się plecami o drzwi przygryzając dolną wargę. Po chwili postanowiła pójść na górę i wziąć kąpiel.
**********************
Chłopak wrócił do domu i zabrał się za sprzątanie kuchni. Włączył do tego piosenki R5 oczywiście i podśpiewując oraz uśmiechając się do siebie posprzątał ją w niecałe pół godziny. Cała rodzina nie mogła wyjść z podziwu. Ten jednak tylko się do nich uśmiechnął i udał się do pokoju. Spojrzał na zegarek. Była 19. Leżał na łóżku rozmyślając o Susy i ich perfekcyjnej randce w piątek. Po dwóch godzinach bezczynnego leżenia, wstał, wziął gitarę i zaczął brzdąkać. Uznał, że jest jednak za bardzo podekscytowany, aby pisać piosenkę, więc odłożył gitarę i z powrotem walnął się na łóżko. Wpatrywał się w sufit i dalej myślał o Susy. W końcu zasnął.
**********************
Dziewczyna po gorącej kąpieli, położyła się w łóżku i opatuliła kołdrą, ponieważ wciąż było jej zimno. Pociągnęła nosem i natychmiast poszła po chusteczki. Złapał ją katar ale miała nadzieję, że do piątku jej przejdzie. Nie mogła zasnąć rozmyślając o Rocky’m. Kręciła się z boku na bok. Raz leżała odkryta, bo było jej gorąco, zaraz znów się przykrywała, bo zamarzała. Myślała i myślała, aż w końcu na zegarku spostrzegła godzinę pierwszą w nocy. Uznała, że musi zmusić się do snu, ponieważ rano trzeba wstać. W końcu zasnęła. Wstała o 7 i szybko poszła się wykąpać. Kiedy była już ogarnięta, wyszła z domu i udała się na uczelnię. Po drodze spotkała Brooke.
- Cześć Brookie. – powiedziała z zatkanym nosem.
- Cze… Wow dziewczyno co ci się stało? – zapytała zdziwiona.
- Nic takiego. Będzie dobrze. – odpowiedziała z uśmiechem po czym kichnęła.
Czwartek minął jej bardzo szybko, a przecież była chora. Chociaż pod koniec dnia czuła się znacznie lepiej. To pewno przez Rocky’ego. Jego sms podniosły ją na duchu. Nie powiedziała chłopakowi, że jest chora. Uznała, że jutro na banka jej przejdzie. Poszła wziąć gorącą kąpiel, po czym zasnęła z myślą o jutrzejszej randce. Wstała standardowo o 7 wyszykowała się i czuła znacznie lepiej, chociaż katar jej nie minął. Poszła na uczelnie, przywitała się z Brooke i udały się na zajęcia. Po dwóch godzinach, poszła szybko do domu. Kiedy już tam była, zaczęła grzebać w swojej szafie. Jak zwykle uznała, że nie ma się w co ubrać. Po kilku godzinach szukania, znalazła śliczną kremową sukienkę. Wzięła gorącą kąpiel, ubrała się w sukienkę i była już gotowa. Spojrzała na zegarek. Akurat się wyrobiła. Była 18:50. Rocky miał za chwilę przyjechać. Nagle dziewczynę rozbolała głowa i zrobiło jej się zimno. Kichnęła. Poszła po chusteczki i zadzwonił dzwonek. Otworzyła drzwi, a w nich stał nie kto inny jak Rocky.
- Jestem.  – powiedział z uśmiechem i wręczył jej bukiet kwiatków. – Ślicznie wyglądasz.
- Dziękuję. – powiedziała przez nos i kichnęła.
- Jesteś chora? Zawsze możemy odwo…
- Nie to nic wielkiego. – przerwała mu z uśmiechem. – Zaraz mi przejdzie. Możemy jechać.
- Dobrze. – wyszedł i otworzył jej drzwi do samochodu.
Później sam wsiadł i odpalił silnik, a dziewczyna dalej kichała.
- Susy, widzę, że jesteś chora. – popatrzył na nią zatroskanymi oczami. – Może jednak pójdziemy do mnie?
- Żebym ci rodzinę zaraziła? – zapytała. – Nie, dzięki.
- Daj spokój, mama na pewno coś poradzi.
- Ok, zgoda. Jedźmy już.
Brunet uśmiechnął się i zawiózł ich pod jego dom. Wysiedli z auta i weszli do domu. Stormie wyszła z kuchni na przywitanie i się przeraziła.
- Jejku, dziecko co się stało?! – podeszła do niej.
- Chyba się przeziębiłam.
- Zaraz zaparzę ci gorącej herbaty. Z miodem i cytryną, powinna pomóc. Jak wypijesz, pójdziesz wziąć gorącą kąpiel. Zrozumiano? – rozkazała pewnie. – Rocky, weź ją do siebie do pokoju. Riker śpi dzisiaj u Emily, więc go nie ma. Okryj ją kocem.
Chłopak pośpiesznie zaprowadził dziewczynę na górę do jego pokoju. Dziewczyna stanęła na środku pokoju nie wiedząc co robić, a Rocky krzątał się po nim szukając jakiegoś grubego koca. Kiedy w końcu go znalazł, stanął naprzeciwko niej i okrył ją nim. Trzymając dalej końce koca, przyciągnął ją za nie do siebie. Teraz tak stali patrząc sobie w oczy. Rocky się uśmiechnął, a Susy przeszły ciarki. Dalej trzymał koc. Zaczął się schylać do pocałunku, Susy zamknęła oczy, mając nadzieję, że w końcu do tego dojdzie. Czuła jego spokojny oddech. Była tak blisko, że słyszała jak wali jego serce. Brunet oparł swoje czoło na jej i delikatnie zaczął przybliżać swoją twarz do jej, aby ją w końcu pocałować. Nagle ktoś otworzył drzwi. Para natychmiast od siebie odskoczyła.
- Mama woła na herbatę i kolację przy okazji. – powiedział Ross, trochę zawstydzony tą całą sytuacją.
- To ja już zejdę. – powiedziała pośpiesznie Susy, okrywając się kocem.
- Stary, co to było? – zapytał blondyn, drapiąc się w tył głowy.
- Nic. – odpowiedział szorstko Rocky.
- Przecież widziałem. To zdecydowanie było coś.
- Nic nie było. Może gdybyś nie przerwał, to by coś było.
- Przepraszam, ja…
- Tak wiem, nie chciałeś. – przerwał mu i westchnął. – Przeprosiny przyjęte. Ale następnym razem naucz się pukać, ok.?
- Jasne.
- Chodź na kolację.
Chłopcy zeszli na dół, gdzie Susy już siedziała i zajadała się gorącymi tostami. Rocky usiadł koło niej uśmiechając się. Ona odwzajemniła uśmiech. Ross natomiast usiadł po stronie przeciwnej i przyglądał się dziewczynie brata. Zaraz zeszła się reszta rodziny. Susy cały czas czuła na sobie wzrok Rossa. Było to dla niej niekomfortowe.
- Rocky. – odezwała się nagle Stormie, kiedy zobaczyła, że skończył już jeść. – Idź napuścić gorącej wody do wanny dobrze?
- Robi się. – powiedział i czym prędzej poleciał na górę.
Za pięć minut chłopak wrócił i oznajmił, że woda jest gotowa. Susy podziękowała za kolację i wstała od stołu. Zakręciło jej się w głowie, więc podtrzymała się ściany.
- Nic ci nie jest? – zapytał zmartwiony Rocky.
- Nie… Ja tylko… Boli mnie głowa.
- Rocky zanieś ją do łazienki, bo jeszcze spadnie ze schodów. – powiedziała do syna Stormie, po czym zwróciła się do blondynki. – Nawet jeżeli boli cię głowa, to wykąp się proszę. Rydel później do ciebie zajrzy, więc nie zamykaj łazienki. Przyniesie ci również piżamę, będziesz spała dzisiaj w łóżku Riker’a.
Rocky wziął Susy na ręce i zaniósł do łazienki. Postawił blisko wanny, żeby mogła się w razie czego złapać.
- Mogę cię już zostawić? – zapytał zmartwiony patrząc jej w oczy.
- Tak chyba dam radę. – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
- Jak coś, to wołaj. – uśmiechnął się i pocałował ją w czoło.
Wyszedł z łazienki i poszedł pościelić łóżko Riker’a. Jak dobrze, że spał dzisiaj u Emily. Zapewne jutro wróci, a on nie może zostawić Susy samej. Za bardzo by się o nią martwił. Rozmyślał tak jeszcze godzinę, aż Rydel z Susy, która była okryta kocem, weszły do pokoju. Susy nieśmiało się uśmiechnęła
- Trzeba było mnie zawołać. – powiedział Rocky, który na widok uśmiechu blondynki, automatycznie też się uśmiechnął. – Mógłbym cię zanieść od razu do łóżka.
- Jakoś sobie poradziłyśmy brat. – mruknęła do niego Rydel. – Zaopiekuj się nią dobrze, bo jak nie to po tobie.
- Spokojnie. – spojrzał na Susy. – Nic jej nie będzie.
- Mam nadzieję. – uśmiechnęła się. – To ja was zostawiam. Dobranoc.
Przed wyjściem przytuliła blondynkę oraz brata i wyszła. Rocky podprowadził dziewczynę do łóżka i okrył ją kołdrą i kocem. Pocałował w czoło i oznajmił, że wszystko będzie dobrze. Po czym odwrócił się i skierował się w stronę swojego łóżka.
- Rocky? – powiedziała cicho.
- Tak?- odwrócił się.
- Położysz się ze mną? Przynajmniej póki nie zasnę?
- Jasne. – odpowiedział i delikatnie się uśmiechnął.
Tak naprawdę w duszy cieszył się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę. Może w końcu uda mu się ją pocałować. Podszedł do łóżka i szybko wślizgnął się pod kołdrę i koc. Położył się na boku a dziewczyna się do niego odwróciła. Położyła ręce na jego torsie, a on ją przytulił. Zasnęła bardzo szybko z wyraźnym uśmiechem na twarzy. Rocky leżał i bawił się włosami dziewczyny. Przerzedzał je toteż gładził. A ona dalej spała z uśmiechem na twarzy. Chłopak czuł jej równomierny i spokojny oddech. Słyszał jej spokojne i delikatne bicie serca. Jego waliło jak szalone. I to nie tylko teraz. Było tak zawsze, kiedy była obok niego. Jak on chciał ją teraz pocałować! Ale wolał jej nie budzić. Niech wypocznie. Delikatnie pocałował ją w głowę, po czym nie wiedzieć kiedy, sam zasnął. W nocy Susy się przebudziła. Rocky dalej koło niej spał. To było przyjemne uczucie. Znalazła w tym mieście kogoś, w kim mogła mieć oparcie. Musiało mu się coś przyśnić, ponieważ delikatnie uśmiechnął się przez sen. Dziewczyna uznała, że pójdzie spać dalej, więc wtuliła się w niego jeszcze mocniej i szybko zasnęła. Kiedy obudziła się ponownie, Rocky'ego nie było już w łóżku. Rozejrzała się po pokoju i wyszła na korytarz, gdzie usłyszała śmiechy dochodzące z kuchni. Zeszła tam, a wszyscy przywitali ją z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Jak się czujesz? - poszedł do niej Rocky i przytulił.
- Znacznie lepiej. - odwzajemniła uścisk i skierowała się do Stormie. - Dziękuję.
- Nie ma za co kochanie. - odpowiedziała z uśmiechem i również ją przytuliła.
Następnie doszła Rydel i później to już w zasadzie ściskali się całą rodziną. Stali tak jeszcze kilka minut, a potem zasiedli do stołu i zaczęli jeść śniadanie, jak zwykle w bardzo wesołej atmosferze. Po śniadaniu Susy poszła się wykąpać, a Rocky poszedł do swojego pokoju. To samo zrobili Ross i Ryland. Za to Delly i Stormie zaczęły sprzątać po śniadaniu.
- To co myślisz? Będą razem? - zaczęła Stormie.
- Jeśli jeszcze nie są. - zaśmiała się jej córka.

Hej! wreszcie ja dodaję :D tak jakoś nie miałam okazji, żeby wcześniej ;) nie będę się w sumie rozpisywać, bo piszę na ślepo, czyt. mam ciemno w pokoju, nie widzę klawiatury od laptopa, więc piszę po omacku >__< mamy nadzieję, że rozdział się podoba, prosimy o komentarze... i jeszcze piosenka z tytułu :3
~Gosia 

10/13/2013

4. "Let's have some fun; I wanna kiss you But if I do then I might miss you, babe"



Za moment wróciła z napojami i zaprosiła Rocky’ego do salonu. Uznała to za dobre miejsce, aby usiąść i chwilę odpocząć. Kiedy już to zrobili, zaczęli rozmawiać, długo, nawet bardzo. Gadali kilka godzin, a rozmowę jak zwykle podtrzymywał Rocky swoimi żartami. Śmiali się do łez i bólu brzucha. Niestety niespodziewanie szybko dobiegła ich godzina dwudziesta. Rocky spojrzał na zegarek i wstał z kanapy.
- Chyba będę się zbierał. – powiedział i delikatnie posmutniał.
- Co? Nie, dlaczego?
- Wiesz już dwudziesta, a ty miałaś przejrzeć te swoje notatki kujonku. – uśmiechnął się.
- Jak ty mnie nazwałeś?
- Tak jak słyszałaś.
- Nie jestem… 
- Zaliczyłaś dwa lata w jeden rok i poszłaś szybciej na studia. Owszem jesteś. – wyszczerzył zęby, a w jego policzkach znów pojawiły się boskie dołeczki.
- Idź i mnie nie denerwuj. – odpowiedziała ze śmiechem, a kiedy chłopak skierował się do wyjścia, rzuciła w niego poduszką.
- O nie. To ci nie ujdzie na sucho. – odparł z wielkim uśmiechem i widząc jak dziewczyna zaczyna uciekać na górę po schodach pobiegł za nią. Po chwili był już przy niej i przerzucił ją sobie przez ramię. Po czym cały w euforii zszedł na dół, a Susy się śmiała.
- Możesz mnie już postawić? – wydusiła z siebie przez śmiech.
- Nie. – uśmiechnął się.
 - Dlaczego?
- Mówiłem, że nie ujdzie ci to na sucho.
- Wiem, ale co zamierzasz teraz zrobić?
- Sam nie wiem ale coś wmyślę.
Chodził z nią na ramieniu przez jeszcze jakieś paręnaście minut. Wyszli nawet na taras i chciał ją wrzucić do basenu, ale jak zaczęła krzyczeć i prosić aby tego nie robił, zlitował się nad nią i wrócił do domku. Kiedy w końcu postanowił ją postawić, obydwoje się śmiali, a ich oczy się spotkały. Ponieważ Rocky dalej obejmował ją w talii, byli naprawdę blisko siebie. Chłopak znowu zaczął schylać się do pocałunku, a Susy zamknęła oczy. Nagle zadzwonił telefon.
- Halo? – odebrał zdenerwowany, przeklinając w myślach kogokolwiek, kto teraz do niego zadzwonił. Nawet nie spojrzał na wyświetlać.
- Rocky, stary gdzie ty jesteś? Mama zaczyna świrować – odezwał się głos w słuchawce.
 - Przecież jest dopiero dziewiąta Ryland. – odpowiedział z pretensją w głosie.
 - Powiedz to mamie.
- Powiedz jej, że zaraz będę.
- Pewnie.
- Na razie.
 - Pa. – Rocky się rozłączył.
- Musisz iść? – zapytała łagodnie.
- Taaa. Moja rodzina ma świetne wyczucie czasu. – powiedział i wzruszył ramionami. – To co. Do jutra?
- Do jutra. – przytaknęła z uśmiechem. Chłopak skierował się do drzwi i odwrócił się. Puścił dziewczynie oczko po czym wyszedł.
Po pół godzinie był w domu. Susy chodziła po całym pokoju i zastanawiała się czy do niego napisać. W końcu wzięła swój telefon i szubko wystukała:
”Doszedłeś bezpiecznie?”.
 Długo zastanawiała się nad wysłaniem, aż w końcu to zrobiła, po czym zaczęła w myślach przeklinać, że jednak nie powinna. Po dwóch minutach przyszedł sms z odpowiedzią:
”Tak. Dzięki. Do zobaczenia jutro, lepiej się ucz. W końcu jutro to twój drugi dzień, więc na pewno będziesz miała jakąś kartkówkę, czy cokolwiek tam macie.”.
 „Głupek” – pomyślała z uśmiechem, po czym wysłała kolejnego sms’a:
”O mnie się nie martw. Do jutra.”
Poszła się wykąpać, położyła się ale długo nie mogła zasnąć. Kręciła się z boku na bok rozmyślając co teraz robi Rocky. W końcu zasnęła. Następnego dnia tradycyjnie obudziła się o 7 rano. Dzisiaj postanowiła założyć nową bluzkę, czarne rurki i buty na koturnie. Zjadła szybkie śniadanie i udała się do szkoły. Już w połowie drogi natknęła się na Brooke. Przytuliły się na powitanie, po czym dziewczyna rozpoczęła dopytywać co się o wydarzenia z poprzedniego dnia.
-Więc... Jak wam się układa? -Spytała szturchając Susy w ramię dwukrotnie unosząc brwi.
-Słucham? -Zaśmiała się niezręcznie.
-Co się między wami wydarzyło. Chodzicie?
 -Haha niee, raczej nie masz się co spodziewać, że będziemy razem.
-Czemu? Przecież on jest idealny. Te oczy, te włosy, te ręce, dłonie... Jest taki wysoki -rozmarzyła się Brooke - Przyznaj, że ci się podoba.
-Wiesz...  - zarumieniła się lekko. - Czy to już za 5 dziewiąta? Musimy się pośpieszyć -wyskoczyła nagle, żeby wybrnąć z niekomfortowej sytuacji.
 Dziewczyny w pośpiechu ruszyły do szkoły.

***



Po zajęciach powtórzyła się sytuacja z dnia poprzedniego. Przed uczelnią czekał nie kto inny jak Rocky. Gdy Susy ujrzała uśmiechającego się w jej stronę chłopaka od razu zawróciła, jednak zatrzymała ją Brooke. 
- Idź do niego. - powiedziała popychając ją w stronę bruneta. 
- Hej. - uśmiechnął się przytulając dziewczynę. 
- Hej. - odparła, niepewnie odwzajemniając uścisk. - Co ciebie dziś tu sprowadza? 
- Zaciąłem się w pisaniu piosenki więc postanowiłem, że się przejdę. I akurat przechodziłem tędy, gdy okazało się, że właśnie skończyłaś zajęcia. - powiedział z entuzjazmem. - I chcę żebyś teraz ze mną poszła. 
- Ale miałam wracać z Brooke zawahała spoglądając się w jej stronę. 
- Idź idź. - mrugnęła do przyjaciółki, po czym odeszła. 
- Widzisz? Pójdziecie innym razem, a teraz chodź. - powiedział ciągnąc brunetkę za rękę szli przez chwilę w milczeniu, gdy osiemnastolatek się odezwał. - Co się tak dziwnie zachowujesz? 
- A nie bo... Bo potem mi zadają krępujące pytania. - westchnęła. 
- Haha co? - zaśmiał się chłopak. 
- No się mnie pytają czy my chodzimy. - powiedziała pod nosem. 
- I co im mówisz? - uśmiechnął się zadziornie. 
- No, a co mam mówić? Mówię, że nie i że nie mają na co liczyć - odparła. 
- Aha... - odpowiedział i lekko posmutniał. - Ale na co nie mają liczyć? 
- No że będziemy razem... Znamy się od... Chyba 3 dni. Ludzie po tylu nie chodzą... To chyba twój dom. - uśmiechnęła się zmieniając temat. Oboje weszli do środka i Rocky zaprowadził dziewczynę do kuchni. - Po co tu przyszliśmy? - spytała zdziwiona. 
- Będziemy robić soczek ze świeżych owoców. - odparł sięgając do szafki po blender. - Przestawisz owoce na ten blat? 
- Tak, pewnie. - odparła po czym tak też uczyniła. 
Chłopak wszystko przygotował. Wyciągnął noże i deski oraz miskę do obranych owoców. 
- Nie powinieneś mieć przypadkiem plastikowego nożyka? - zaśmiała się dziewczyna. - Ja tam bym ci nie dawała takich ostrych narzędzi... To znaczy sztućców. Podziwiam cię, że jeszcze sobie nie wydłubałeś oka widelcem. 
- Co ty odgrywasz? - spytał uśmiechając się. 
- Nic, lubię jak się uśmiechasz. - odparła, po czym wzięła mango z miski i zaczęła je kroić.
Chłopak uczynił tak samo z kiwi. Kroili tak w milczeniu. Rocky myślał o tym, co powiedziała Susy. Ona za to myślała o brunecie. Gdy skończyli do wyboru, by zmiksować mieli mango, melona, arbuza z którego wydłubali wszystkie pestki truskawki, maliny i kiwi. 
- Too... - zaczęła blondynka. - Co miksujemy? 
- Wszystko. - odparł z entuzjazmem, na co dziewczyna się zdziwiła. - A co ty myślałaś? Nie będę robił nudnych soków. Jak już nalejemy do szklanek to jeszcze będzie bita śmietana i czekolada. - rozmarzył się.
-Dobra, zaufam ci. - uśmiechnęła się, po czym zaczęli wrzucać wszystkie owoce do blendera. Podczas gdy się miksowały chłopak zaczął nucić pod nosem: 
"You got my heart peat pumpin' and it's going insane, 
You got me jumping outta aeroplanes, 
And that's why I'm Crazy it's true, 
I'm crazy for you". 
Dziewczyna nie słyszała wcześniej jak brunet śpiewa. Gdy usłyszała przed chwilą jak śpiewa tą piosenkę przeszły ją ciarki. Ma cudowny, głęboki głos. Można odpłynąć podczas słuchania. Wtedy zatrzymał blender. Wziął go do ręki, sięgnął do szafki po szklanki i nalał do obu trochę napoju. 
- Proszę, spróbuj najpierw. - zaczął chcąc odwrócić się do dziewczyny jednak ta stała tuż za nim. 
Sok oczywiście wylądował na jej nowej bluzce, a szklanka upadła na podłogę i się zbiła. 
- Ty idioto! - wybuchła dziewczyna. - To nowa bluzka! To kolejna nowa rzecz którą mi zniszczyłeś, po prostu ugh! Szkoda gadać! Aż brat mi słów na ciebie! 
- Susy... - zaczął Rocky. 
- Co?! 
- Zjedz Snickers'a. 
- Słucham? - spytała zdziwiona. 
- Jak jesteś mokra to strasznie gwiazdorzysz. - blondynka z całej siły próbowała powstrzymać się od śmiechu. 
- Ho ho Rocky, jakiś ty dowcipny. - powiedziała sarkastycznie udając złą. - A ciekawe jak ty się zachowujesz gdy jesteś mokry. - dodała, po czym sięgnęła po drugą szklankę i chlusnęła sokiem prosto w twarz chłopaka. 
Ten w będąc początkowo w szoku nie wiedział co się stało. Po chwili spojrzał na dziewczynę. 
- Ups. - powiedziała uśmiechając się niewinnie i zaczęła uciekać. 
Osiemnastolatek udał się oczywiście w pogoń za nią. Złapanie jej nie trwało długo. Złapał ją od tyłu przytulając do siebie. 
- Teraz to się nie wywiniesz i poniesiesz konsekwencje. - szepnął jej do ucha głosem, który sprawił, że dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz, a w środku zrobiło jej się ciepło. 
Uśmiechnęła się do siebie nie wiedząc co Rocky ma w planach. Ten wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do kuchni. Posadził na blacie, wziął do ręki blender w którym wciąż znajdowała się część soku, po czym chwycił ją za dekolt bluzki, odchylił go i wlał tam jego część. Zszokowana dziewczyna siedziała nieruchomo.
-Także ten... Muszę lecieć - powiedział, po czym oczywiście zaczął uciekać. 
Susy zeskoczyła z blatu i pobiegła za nim. Znalazła go w ogrodzie. Stał przodem do niej, a tyłem do basenu i kłopotliwie się uśmiechał. 
- Słuchaj, jeśli myślałaś, że ja jestem małym dzieckiem i bawię się w ciągnięcie koleżanek za warkoczyki to się myliłaś. - powiedział i zaczął się cofać, ponieważ blondynka ruszyła w jego stronę. - Także wiesz... Co tak szybko idziesz? - zaśmiał się kłopotliwie jednak wpadł na pomysł. 
Zatrzymał się przed samą krawędzią basenu. Gdy dziewczyna była już bardzo blisko i oczywiste było, że chce go wepchnąć, ten się odsunął na bok popychając dziewczynę do wody. Ta zdołała go jednak złapać za rękę i pociągnęła go ze sobą. Rocky podpłynął do nastolatki, po czym objął w pasie i przysunął do siebie. Oboje mieli w tym miejscu grunt, ponieważ basen pogłębiał się stopniowo. 
- Przepraszam. - powiedział spoglądając jej w oczy.  
- A proszę.  - odparła zdenerwowana.  
- A teraz pozwól mi iść do środka bo zimno. - dodała usiłując wyrwać się z jego objęć. 
Chłopak posłusznie ją puścił, jednakże od razu ruszył za nią. Dziewczyna udała się z powrotem do kuchni i nalała sobie trochę soku do szklanki chcąc go wreszcie spróbować. Musiała przyznać, że smakował niesamowicie. Nagle poczuła jak ktoś okrywa jej ramiona ciepłym ręcznikiem. Nie był to nikt inny jak Rocky.
- Siądź sobie. - powiedział wskazując na blat. 
Susy tak też uczyniła. Siadała otulając się ręcznikiem i trzymając napój w jednej z rąk. 
- Słuchaj. - zaczął chłopak stając jej między nogami. - Naprawdę nie chciałem żebyś się obraziła czy coś... Jedyne na co mam nadzieję to to, że dobrze się bawiłaś. - uśmiechnął się. 
- Właściwie powinnam być obrażona. I pewnie też bym była, gdyby to był ktoś inny. Tobie jednak powiem, że nie bawiłam się dobrze, tylko świetnie. Jednak jakaś rekompensata mi się za to należy. - uśmiechnęła się zadziornie.  
- A może być taka? - spytał, po czym zaczął przybliżać się do dziewczyny. Dzieliły ich tylko milimetry. Ostatni raz spojrzeli sobie w oczy. Zamknęli je. Czuli na sobie swoje oddechy. Byli naprawdę bardzo blisko siebie. Nagle...



Witam wszystkich bardzo serdecznie, już po raz kolejny xD Mamy 4 rozdział, który jest jednym z moich ulubionych :3 Tak mam kilka ulubionych, bo jak już Gosia wspominała, napisałyśmy paręnaście rozdziałów do przodu (trochę dużo xD). W każdym bądź razie, po raz kolejny muszę was przeprosić, za to, że rozdział pojawia się w niedzielę. Niestety mój laptop, jeszcze nie wrócił z naprawy, a zwykle dopiero w niedzielę mam dostęp do komputera, na którym zwykle urzęduje mój brat. W każdym bądź razie, mam nadzieję, że dzisiejszy rozdział wan się spodoba. Jest on napisany przez Gosię, ale dodaję go ja, bo ten człowiek czasu nie ma xD Ja zwykle też, ale akurat dzisiaj lajcik :D Dobra nie przedłużam, życzę miłego czytania i liczymy na komentarze ;)

~Iga