Wrócił z siwą koszulką na krótki rękaw i podał ją
dziewczynie.
- Czy ty myślisz, że ubiorę twoją koszulkę? – spytała z
lekkim oburzeniem.
- Dlaczego by nie? – zapytał Rocky, nie rozumiejąc oburzenia dziewczyny.
- A może dlatego, że nie będę miała żadnych spodenek, czy
coś takiego?
- I to tylko o to chodzi? Poczekaj zaraz skołuję jakieś od
Rydel. Ty w tym czasie już to załóż. – powiedział, wręczył jej koszulkę i
pobiegł do pokoju siostry. Kiedy wrócił podał dziewczynie spodenki. – Trzymaj.
Pasuje?
- Nawet bardzo. – odpowiedziała z uśmiechem.
Zabrali się do sprzątania łazienki, które odbyło się w
ciągłym śmiechu. Zajęło im to godzinę. Uwinęli by się z tym pewno szybciej,
gdyby Rocky się nie wygłupiał. Oczywiście Susy, też zaliczyła parę upadków, ale
to przez Rocky’ego. Zawsze, kiedy się poślizgnął, łapał ją za rękę, aby nie
upaść. Kończyło się to tym, że leżeli oboje, na dodatek Susy leżała na nim.
Było to dla niej dziwne uczucie, ale poniekąd przyjemne. Kiedy chłopak pomógł
dziewczynie wstać po ostatnim upadku, ta zaś poślizgnęła się i wpadła mu w
ramiona.
- Nic ci nie jest? – zapytał patrząc jej prosto w oczy.
- Sądzę, że ta podłoga jest jeszcze mokra. – odpowiedziała i się uśmiechnęła.
Stali tak jeszcze parę minut, bez słowa, patrząc sobie w
oczy. W pewnym momencie brunet zaczął schylać się do pocałunku. Susy czuła jego
oddech. Zamknęła oczy, sądząc, że pocałunek dojdzie do skutku. Nie wiadomo
dlaczego ona w ogóle go chciała. Przecież ledwo co znała tego gościa.
- Co tu się dzieje?!
- wykrzyczał jakiś blondyn, który wpadł do łazienki. Rocky i Susy
natychmiast od siebie odskoczyli.
- Spokojnie Riker.
Zaraz pościeram tą podłogę. –
powiedział Rocky.
- Czy ty człowieku myślisz, że mi chodzi o podłogę?! Coś ty
odwalił z tą pralką?!
Pralka rzeczywiście nie była w najlepszym stanie. Tłuczek do
mięsa nie był chyba dobrym pomysłem. Była cała poobijana, lakier
poodpryskiwał, a „szufladka” ledwo się domykała pod zagiętym metalem.
- No… Ja… Riker nie gniewaj się. Proszę, ja… - zaczął zdołowany Rocky.
- Ja ją odkupię. – przerwała mu Susy. – Mam trochę
oszczędności i ta pralka to w sumie moja wina, więc…
- A ty kim w ogóle jesteś?
- zapytał zdziwiony Riker i spojrzał na dziewczynę jakby była duchem.
- Nazywam się Susanne.
- I co ty masz niby z tą pralką wspólnego? – dopytywał się
blondyn.
- Rocky zaproponował mi wypranie mojej sukienki, którą
wcześniej ubrudził, więc gdybym się nie zgodziła to pralka byłaby w stanie
nienaruszonym. – powiedziała. – Przepraszam.
- Daj spokój Susy, to nie twoja wina. – zwrócił się do
dziewczyny Rocky. – Ja ją zepsułem, ja ją odkupię.
- Ale…
- Nie zaczynaj. To wszystko moja wina.
- Rocky. Daj spokój. Nikt jej nie będzie odkupywać. Po
prostu powiemy rodzicom prawdę. – odezwał się Riker.
- Zwariowałeś? Przecież mnie zamordują!
- Stary, bądź poważny i przyjmij konsekwencje swoich błędów.
Powycieraj tą podłogę, a ja idę do Emily. Zapomniałem telefonu. – powiedział
blondyn po czym wyszedł.
- Tak właściwie to… Czy to był twój brat? – zapytała Susy,
biorąc szmatkę do ręki.
- Yup.
- Masz jeszcze jakieś rodzeństwo?
- Taa. Jeszcze dwóch braci.
- Wow. Musi być tu wesoło.
- I jest. –
powiedział i się uśmiechnął , a w jego policzkach ukazały się figlarne
dołeczki. Po chwili wziął szmatkę z rąk Susy. – Idź się przebrać do łazienki na
górze. W szafce są ręczniki.
- Jesteś pewien? Mogę ci pomóc.
- Nie. Idź już.
Znając życie, to miną wieki zanim stamtąd wyjdziesz.
- Jasne. – powiedziała i wyszła z białą sukienką Rydel.
Weszła do łazienki , podeszła do szafki i wyciągnęła z niej
ręcznik. Odwróciła się do lustra i teraz już wiedziała, dlaczego Riker się tak
na nią dziwnie patrzył. Była cała mokra, a tusz do rzęs spływał jej po
policzkach. Próbowała go zmyć, ale niczym nie dała rady. Dziwił ją jednak fakt,
że pomimo spływającego makijażu brunet dalej chciał ją pocałować. Rozmyślała o
nim jeszcze chwilę, lecz za moment wróciła do sprawy tuszu.
- Kurczę, przecież Rydel musi mieć tu jakiś płyn do
demakijażu. – powiedziała do siebie przeglądając szafki. – Jest!
Zmyła z siebie cały makijaż, wytarła się i nałożyła sukienkę
Delly. Kiedy już była gotowa, zeszła do łazienki na dół, ale niestety nie
zastała tam Rocky’ego. Rozejrzała się po domu.
- Buuu! – wrzasnął Rocky wyskakując zza ściany.
- Aaa! Zwariowałeś?! – uderzyła Rocky’ego w ramię. – Co ty
sobie do cholery myślałeś?!
- Ała! Pomyślałem, że będzie śmiesznie. – powiedział,
rozcierając sobie ramię.
- To masz chyba wypaczone poczucie humoru. – odparła zła.
- O daj spokój. Chcesz się czegoś napić?
- Zdaję się, że utknęłam tu z tobą, dopóki moja sukienka nie
wyschnie, co?
- Ooo tak. – pokiwał głową i dwukrotnie uniósł brwi.
- To nalej mi coli. Jak myślisz, kiedy będzie sucha?
- Skąd ja mam to wiedzieć? Specem od prania nie jestem, jak
sama widziałaś. Ale myślę, że około kilku godzin. No chyba, że zacznie padać,
jak zapowiadali.
- Miejmy nadzieję, że nie. – powiedziała dziewczyna i poszli
do kuchni.
- To może opowiesz mi coś więcej o sobie? – zapytał
niepewnie Rocky, wyciągając colę z
lodówki.
- A co chciałbyś wiedzieć? – spytała trochę zdziwiona.
- No nie wiem. Cokolwiek. Chociażby nazwisko. Albo coś o
swojej rodzinie.
- Nazywam się Coben. Susanne Coben.
- Uuu. Zabrzmiało to jak James Bond. – podał dziewczynie
szklankę z colą i uśmiechnął się figlarnie. – A rodzina? Masz jakieś
rodzeństwo?
- Mam siostrę.
- Młodsza, starsza? – dopytywał się chłopak.
- Młodsza. Teraz ma 16 lat.
- O, to tak jak mój najmłodszy brat.
- To jak to z wami jest?
- Najstarszy jest Riker, później Rydel, później ja, później
Ross i najmłodszy jest Ryland.
- Czy ja dobrze zrozumiałam? Wszyscy macie imiona na R?
- Tak. Między innymi z tego się wzięła nazwa zespołu. R5?
Kojarzysz nas w ogóle? – zapytał zdziwiony faktem, że dziewczyna nic o nich nie
wie.
- Momencik. Jesteś Rocky? Rocky Lynch? Serio?
- Naprawdę mnie nie poznałaś?
- Niekoniecznie. Może i was lubię, ale wielką fanką nie
jestem.
- Wiesz co? Nie, nie musisz wyjść. Zraniłaś moje uczucia. –
powiedział odwracając się od Susy i wskazał ręką drzwi.
- Daj spokój. Jesteś aż tak przewrażliwiony na swoim
punkcie?
- Nie no coś ty. – odpowiedział szybko i z powrotem odwrócił
się do koleżanki.
- Już myślałam, że jesteś jak każda gwiazdeczka.
- To znaczy?
- Jak to, co znaczy? To znaczy rozpieszczony bachorek, dla
którego liczy się tylko sam on.
- Tacy to nawet mnie denerwują, uwierz. – uśmiechnął się a
dziewczyna zrobiła to samo.
- A tak z ciekawości to jak stoicie wiekowo?
- Riker 21, Rydel 20, Ja 18, Ross 17, a Ryland tak jak twoja
siostra. Ell’a też ci powiedzieć?
- Skoro chcesz.
- Ell też ma 20. Ale teraz to już tylko kwestia urodzin.
- Aha, czyli jesteście rok po roku?
- Można tak powiedzieć.
- Śmiesznie.
- A ty? Ile masz lat?
- Siedemnaście.
- Mhm. A zdradzisz mi może imię twojej siostry?
- Linnea [czyt. Leneja].
- Czy twoi rodzice nie znają krótszych imion?
- Czy twoi rodzice nie znają imion, które nie zaczynają się
na R?
- Wygrałaś.
- Dzięki. – powiedziała triumfalnie i się uśmiechnęła. –
Mówię do niej Linny [czyt. Leny]
- Śmiesznie.
- No co ty nie powiesz.
- Mieszkasz z rodzicami?
- Nie, przeprowadziłam się tutaj z Bostonu, żeby studiować.
- Czekaj. Studiować? W wieku siedemnastu lat?
- Tak, a co w tym złego?
- Nic, tylko powinnaś być jeszcze w liceum.
- Zaliczyłam ostatni rok dużo szybciej niż inni, więc mogę
już studiować.
- Ciekawie. A co studiujesz?
- Prawo.
-Wow. Czuję, że będziesz dobrym prawnikiem. Już jesteś wygadana.
- To miał być komplement, czy cienki pocisk?
- Komplement.
- To dzięki.
- Mówiłem, że jesteś wygadana. – po tych słowach uśmiechnął
się tak szeroko, że na jego policzkach znowu zawitały figlarne dołeczki. – A
gdzie mieszkasz?
- Przy Mayall Street.
- Łoo. To kawałek drogi stąd.
- Wiem. Ale długie spacery poprawiają kondycję. –
powiedziała i uśmiechnęła się. Chłopak odwzajemnił uśmiech.
Gadali ze sobą jeszcze kilka godzin. Bardzo dobrze im się
rozmawiało. A najdziwniejsze jest to, że gdyby nie niezdarność Rocky’ego,
pewnie w ogóle by się nie spotkali. Zupełnie zapomnieli o sukience, która już
najprawdopodobniej wyschła. Byli pochłonięci rozmową, Nagle w parapet zaczął
bębnić deszcz.
- Um. Rocky?
- Tak?
- Sukienka.
- Jaka sukienka?
- Moja sukienka. Rocky ogarnij się i przynieś mi sukienkę.
Zaczęło padać.
- Aaa, to trzeba było tak od razu, a nie bawisz się w jakieś
kalambury czy coś. – brunet wstał od stołu i szybko wybiegł na taras, aby
ściągnąć sukienkę.
- I co? – zapytała Susy, kiedy wrócił.
- Co, co?
- Zmokła?
- Trochę.
- Jak myślisz wyschnie do… - spojrzała na zegarek. –
Dziewiątej?
- A która jest teraz?
- Siedemnasta.
- Nie sądzę, no ale cóż, cuda się zdarzają. Poczekaj
chwilkę, pójdę ją wywiesić. – oznajmił i poszedł do łazienki.
- Świetnie. – rzuciła sama do siebie.
- Too… - zaczął chłopak. – Co robimy?
- Nie wiem. Ja chyba. No wiesz. Pójdę, już chyba do domu, a
sukienkę oddam twojej siostrze jutro. – powiedziała zbierając się do wyjścia.
- Zwariowałaś? Przecież cię nie puszczę w taką ulewę.
- A co mi się stanie? Najwyżej zmoknę…
- …I się przeziębisz. – przerwał jej Rocky. – Nie sądzę,
żeby nieobecność na pierwszych zajęciach, była dobrym pomysłem.
- Ugh. Masz rację. Dobra zostaję. Lepiej miej tu coś
ciekawego do roboty. – odparła sucho.
- To może obejrzymy film?
- Co proponujesz?
- Widziałaś może Iluzję?
- Nie.
- To świetnie. Zapraszam do salonu. – brunet uśmiechnął się
i zaprowadził Susy do pokoju.
Rocky wyszedł, ale po chwili wrócił z napojami i chipsami.
Włączył film i momentalnie zabrali się do jedzenia. Kiedy się skończył, zaczęli
powadzić rozmowę na temat filmu. Oboje zachwycali się niesamowitą obsadą, a
także pomysłem na taki film. Na sam film zeszły im dwie godziny, a na rozmowę
jedna. Była już dwudziesta.
- Chyba przestało padać. – powiedział chłopak. – Pójdę
sprawdzić co z twoją sukienką.
- Wyschła? – zapytała blondynka, gdy Rocky wrócił z nią do
pokoju.
- Nie.
- Co?! Żartujesz sobie ze mnie?
- Chciałbym, ale…
- …Dobra. Nie ważne. Wracam do domu. – przerwała mu, po czym
wstała z kanapy gotowa do wyjścia.
- Odprowadzę cię. –
zaproponował z uśmiechem.
- Poradzę sobie, dzięki.
- Susy, pomyśl logicznie. Jest ciemno, zimno i mokro, a ty
do domu masz kawał drogi. Teraz to może cię ktoś zgwałcić i wrzucić do rowu.
- Niech ci będzie. Ale nie myśl sobie, że zaproszę cię do
środka. – powiedziała ”grożąc” mu palcem.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło. – odparł uradowany. –
To co idziemy?
- Pewnie.
Wyszli z domu i ciemnymi ulicami Los Angeles zmierzali do
Mayall Street.
- Najlepiej będzie jak pójdziemy prosto. No wiesz Encino
Ave. – powiedziała dziewczyna rozcierając z zimna ramiona.
- O, ok. – odpowiedział, a kiedy zobaczył, że dziewczyna
cała się trzęsie, zdjął swoją bluzę i podał jej. – Trzymaj. Widzę, że ci zimno.
- Co, ja? Um, nie… - poczuła jak Rocky okrywa ją swoją
ciepłą bluzą. – Dziękuję. To miłe.
- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się, po czym wyciągnął ramię
tak, aby Susy złapała go pod rękę.
Kiedy to uczyniła szli w ciszy do jej domu. Ona trzymająca
go pod rękę i w jego bluzie. To było bardzo szarmanckie z jego strony. Było
bardzo przyjemnie. Mimo tego, iż nawet nie rozmawiali. Szli w ciszy, złączeni
ze sobą. Dziewczyna wtuliła się w bluzę i poczuła zapach Rocky’ego. ”Ładne
perfumy” – pomyślała, po czym wtuliła się bardziej w jego ramię. Droga zajęła im około godziny.
- Poradzisz sobie dalej? – zapytał troskliwie Rocky.
- Stoimy po samymi drzwiami. Jak mam sobie nie poradzić?
- Nie wiem.
Blondynka wygrzebała z torebki klucze, otworzyła drzwi i
zwróciła się w stronę Rocky’ego.
- Dzięki za wszystko. – powiedziała i wspięła się na palce,
aby pocałować go w policzek.
- Nie ma… Cholera!
- Co się stało?
- Zapomniałem twojej sukienki.
- Spokojnie zabiorę ją jutro rano, jak będę szła na zajęcia.
– uśmiechnęła się. – No chyba, że będę przeszkadzać.
- Nie no coś ty. Wpadaj kiedy chcesz.
- Zastanowię się nad tą propozycją. – zdjęła bluzę. –
Proszę. Teraz to się przyda bardziej tobie niż mi.
- Dzięki. – powiedział, po czym dodał nieśmiało. – Czyli co,
do jutra?
- Do jutra. – odpowiedziała z uśmiechem i weszła do domu, a
Rocky zniknął z pola widzenia.
Dziewczyna udała się do kuchni, kiedy nagle zadzwonił
dzwonek. Podeszła do drzwi i niepewnie je otworzyła, nie wiedząc kto może się
dobijać się o tej porze. Ku jej zdziwieniu był to Rocky.
- Mogę twój numer? Zapomniałem zapytać wcześniej. –
powiedział lekko skrępowany.
- Ee, tak. Jasne. – opowiedziała zdziwiona Susy. – Zapisać
ci go w telefonie, czy mam…
- W telefonie. Masz. – uśmiechnął się, podając jej iPhon’a w
zielonej obudowie.
- Proszę. – oddała mu telefon, po czym się uśmiechnęła. – A
teraz naprawdę idź już do domu, bo będą się o ciebie martwić.
- Jak coś to zadzwonią. – mrugnął do dziewczyny i odchodząc
dodał – To, dobranoc.
- Cześć.
Zamknęła drzwi i ponownie udała się do kuchni. Nie była
specjalnie głodna, ponieważ najadła się przekąskami na filmie. Nalała sobie
jedynie szklankę soku i poszła na górę. Wzięła krótki prysznic i zmęczona dniem
położyła się do łóżka.
Rocky przemierzał ulicę, wciąż rozmyślając o nowo poznanej
dziewczynie, z którą spędził tak niesamowity dzień. Właściwie znał ją od
kilkunastu godzin, a ta już zdążyła namieszać mu w głowie. Około wpół do
dwunastej, przywitał go zdenerwowany Riker.
- Gdzieś ty się podziewał?
- Byłem odprowadzić Susanne. – oparł zmierzając w stronę
schodów.
- Tak trudno było powiedzieć dokąd wychodzisz?
- Nie było cię.
- Mogłeś zadzwonić. – Riker nie dawał za wygraną.
- Nie mogłem.
- Czemu?
- Ponieważ oszczędzam i nie chcę przekroczyć limitu, żeby
rodzice nie byli obciążeni kolejnymi wydatkami. – odparł pewnie i ruszył do
łazienki na piętrze.
Wziął szybki prysznic, po czym założył zielone bokserki,
jeszcze raz zerknął na sukienkę Susy i udał się do łóżka. Przez połowę nocy nie
mógł zasnąć. Kręcił się z boku na bok i na dodatek Riker chrapał dzisiaj
wyjątkowo głośno. W końcu postanowił skorzystać z faktu, że rodziców nie ma i
poszedł spać do nich. Tam, około 5, udało mu się zasnąć. Gdzieś o 8:30 dobiegł
go z dołu krzyk nieśpiącego Riker’a, który szykował się do wyjścia na plan
Glee.
- Rocky! Do ciebie!
Chłopak niechętnie wygramolił się z łóżka i zszedł na dół po chodach. Był zaspany, jednak
natychmiast się ocknął, kiedy zobaczył kto przyszedł.
- Ojej, Susy. – powiedział lekko skrępowany, starając się
zasłonić rękoma bokserki. – Po co przyszłaś?
- No… Po moją sukienkę. I przy okazji chciałam oddać tę,
Rydel. – wydusiła z siebie po chwili, ponieważ widok Rocky’ego w samych
bokserkach, wprawił ją w osłupienie. Do tego miał niezłą klatę.
- Aaa. No tak, tak. Zaraz ci ją przyniosę. – odparł i
pobiegł szybko do łazienki.
Złapał sukienkę i zaczął się rozglądać po całym
pomieszczeniu, czy nie ma tu niczego, co mógłby narzucić na bokserki. W kącie
leżała tylko tutu Rydel. Szybko nałożył spódniczkę siostry i zbiegł na dół.
Oddał dziewczynie sukienkę, a ta była w lekkim szoku widząc, go w spódniczce.
- Lepiej ci było bez. – uśmiechnęła się i odebrała sukienkę
z rąk kolegi. Wychodząc rzuciła. – Dziękuję jeszcze raz i na razie.
- Ale ze mnie idiota. – westchnął do siebie brunet i poszedł
do sypialni, aby z powrotem ułożyć się do snu.
Susy szła na wykład cały czas mając w pamięci Rocky’ego w
spódniczce. To był naprawdę nieziemski widok. Tak nigdy wcześniej czegoś
takiego nie widziała. Chociaż i tak wyglądał w niej nieźle. To chyba dlatego,
że był tak dobrze zbudowany. Serio, jeszcze nigdy nie widziała takiej klaty.
Nawet jej były takiej nie miał. A zbudowany był podobnie. Kurde. Rozmyślała tak
jeszcze chwilę, aż w końcu doszła do uniwersytetu. Ponieważ nie była na dniu
zapoznawczym udała się do sekretariatu.
- Mm, Przepraszam, gdzie mogę znaleźć salę pana Blancet’a?
- Sala 206. Cały czas prosto i na końcu korytarza w prawo. –
odpowiedziała sekretarka z uśmiechem i wskazała palcem owy korytarz.
- Dziękuję pani bardzo. – dziewczyna uśmiechnęła się i
odwróciła od okienka, aby pójść do Sali.
- Nie było się na dniu zapoznawczym co? – zapytała badawczo
kobieta.
- Niestety, nie mogłam. – przypomniał jej się niedoszły pocałunek
z Rocky’m. – Coś mi wypadło.
- Oczywiście. – odpowiedziała, po czym z uśmiechem dodała –
Proszę już iść, bo się pani spóźni. Pan Blancet nie lubi spóźnialskich.
- Dziękuję jeszcze raz. Do zobaczenia. – rzuciła Susy i
poszła prosto korytarzem.
Po chwili była już przy sali 206. Drzwi były otwarte, więc
postanowiła wejść. Sala była w połowie zapełniona. ”Czyli nie jestem ostatnia”
– pomyślała i poszła zająć miejsce. Usiadła i rozłożyła swoje zeszyty do
notatek.
- Cześć, jestem Brook. – przywitała się z uśmiechem
brunetka, siedząca obok.
- Hej. – uśmiechnęła się. – Jestem Susanne.
- Całkiem ładne imię. Mogę ci mówić Susy?
- Mów do mnie jak chcesz.
- Jesteś tu nowa? Wczoraj cię nie widziałam
- Nie. Wczoraj po prostu coś… – znowu przypomniał jej się
niedoszły pocałunek. – Mi wypadło.
- Aaa, rozumiem. To co mieszkasz w LA?
- Tak. Niedawno się przeprowadziłam.
- Wow, skąd?
- Z Bostonu.
- Całkiem daleko.
- Wiem, ale jak chcę się spełniać marzenia, warto podjąć
ryzyko. – uśmiechnęła się.
Dziewczyny jeszcze długo gadały. Rozmawiało im się świetnie
i Susy już wiedziała, że będą dobrymi koleżankami. W zasadzie przerwał im pan
Blancet.
- Mam nadzieję, że się państwo wygadali. – powiedział z
uśmiechem, a na sali zapadła cisza – Nazywam się Tom Blancet i będę waszym
wykładowcą na zajęciach z prawoznawstwa.
Po dwugodzinnych zajęciach trzeba było iść do domu.
Blondynka bardzo polubiła pana Blancet’a, który prowadził swoje zajęcia z
wielką pasją i oczywiście humorem. No tak żarty, żartami ale miał identyczne
poczucie humoru jak Rocky! Kurde znowu on. Cały czas podczas zajęć myślała
tylko o nim. Nawet teraz przypomniały jej się te dołeczki, które ukazywały się
przy boskim uśmiechu. Nie mogła wyrzucić go z głowy choć znała go dopiero jeden
dzień.
- Susy! Słuchasz mnie?! – krzyknęła Brooke, wyrywając
dziewczynę z zamyślenia.
- Tak, tak przepraszam cię. – powiedziała. – Co mówiłaś?
- Kim on jest?
- Ale kto?
- No ten koleś, o którym tak myślisz.
- Daj spokój o nikim nie myślę. – próbowała się bronić.
- Jasne, jasne. Twoje usta mówią jedno, ale oczy, to w nich
kryje się prawda. – powiedziała z uśmiechem i zagrodziła jej drogę.
- Cha, Cha. Bardzo śmieszne.
- No dawaj, chociaż go opisz. – nalegała.
- Dobra, dobra. – uległa. – Ale chodźmy już do wyjścia co?
- Pewnie. – powiedziała i udały się korytarzem do drzwi
wyjściowych. – A teraz mów.
- No dobra więc ma brązowe włosy… - zaczęła rozmarzonym
głosem. – i zielone, wchodzące w brąz oczy, i dołeczki w policzkach, i boski
uśmiech, i ma świetne poczucie humoru i…
- Te nie rozpędzaj się. – przerwała jej, ze śmiechem Brooke
i zapytała z zadziornym uśmieszkiem – A umięśniony jest?
- Brooke!
- No co. Chcę wiedzieć.
- Tak jest. – odpowiedziała wywracając oczami. Znowu
przypomniała sobie Rocky’ego w tutu i się uśmiechnęła. – Nawet bardzo.
- I to mi się podoba. A może zdradzisz mi jego imię? –
spytała, kiedy były już na zewnątrz.
- A nazywa się… ROCKY?! – wykrzyczała, gdy zobaczyła
chłopaka czekającego na nią pod uniwersytetem.
Hej, Hej :D Mamy drugi rozdział, który wyszedł trochę długi, ale nie wiedziałam, w którym momencie mam go zatrzymać xD Dzisiaj dodaję go ja - Iga :) Może na początek coś o sobie powiem :) Także jak już Gosia wspomniała wcześniej, niedługo kończę 15 lat. I mniej więcej znacie już naszą historię odnośnie naszego poznania się xD W każdym bądź razie kocham muzykę i wszystko co z nią związane. Uczę się grać na instrumentach i jak najszybciej pragnę powiększyć ich kolekcje, która jak na razie liczy dwa :P Kocham również zwierzęta i gdybym tylko mogła, przygarnęłabym je wszystkie do siebie xD Nie wiem, czy mam coś jeszcze do opowiedzenia o sobie xD Wróćmy może do rozdziału. Dodaje go o tej porze, ponieważ dopiero teraz mam dostęp do komputera :/ Tak, piątek to zarazem najlepszy i najbardziej pracowity dzień tygodnia. Ale nie ma czym się przejmować, bo oznacza on początek weekendu :D Cóż jeszcze mogę powiedzieć. Życzę miłego czytania i mamy nadzieje na dużo komentarzy i wyświetleń. Dziękuję i pozdrawiam :D :)
~ Iga.
Szczerze? Piszesz o wiele lepiej od Gosi, powinnaś założyć własnego bloga ^_^
OdpowiedzUsuńSzczerze? Dziękuję, ale nie powiedziałabym, że piszę lepiej od niej. Blog piszemy razem i tak naprawdę to rozdział nie jest w całości napisany przeze mnie. Ogólnie to nie pamiętam już kto, jaką część, z niego napisał. Także pisząc ten komentarz pochwaliłaś również Gosię, bo ten rozdział pisałyśmy obie :)
UsuńOo widzę, że teraz pojawiasz się ma drugim blogu :) ciekawe kiedy odezwiesz się na priv, bo te anonimowe hejciki jedynie świadczą o twojej "dojrzałości :3
UsuńAle to nie jest hejt, boże .__, ja tylko twierdzę, że to Iga pisze lepiej, ciekawiej, a ty już biedna Gosia o hejtach, ogar. A i jak już chcesz pisać w cudzysłowie, to je potem zamknij ^^
UsuńSuper rozdział.! Czekam z niecierpliwością na next.! Niech się szybko pojawi :3
OdpowiedzUsuń